Światowe Dni Młodzieży – spotkanie z Chrystusem w drugim człowieku

W dniach 14-23.08.2011r. grupa młodzieży z naszej oraz okolicznych parafii brała udział w spotkaniu młodych z Papieżem w Madrycie. Było nas 49 osób wraz z 8 pielgrzymami z Ukrainy, których właściwie od początku zwykliśmy nazywać „przyjaciółmi z Ukrainy”.
Pierwszy większy przystanek naszej podróży miał miejsce w Paryżu, gdzie z samego rana w kościele Polskiej Misji Katolickiej wzięliśmy udział we Mszy Świętej. Następnie wyruszyliśmy w 8-śmio godzinny spacer trasą prowadzącą przez najbardziej znane zabytki i obiekty Paryża. Zobaczyliśmy m.in. Luwr, Łuk Triumfalny, Wieżę Eiffla, Sanktuarium Cudownego Medalika, Katedrę Notre-Dame. Po tym pełnym wrażeń i przeżyć duchowych dniu udaliśmy się w dalszą podróż. We wtorek 16.08 w godzinach przedpołudniowych dotarliśmy do Madrytu. Zostaliśmy zakwaterowani w szkole w miejscowości Boadilla del Monte oddalonej kilkanaście kilometrów na zachód od stolicy. Po rozlokowaniu się oraz zjedzeniu obiadu pojechaliśmy do centrum Madrytu a konkretnie na Plaza de Cibeles, gdzie uczestniczyliśmy we Mszy świętej inaugurującej ŚDM. Kolejne trzy dni składały się z dopołudniowej katechezy oraz Mszy Świętej a następnie popołudniowego Festiwalu Młodych – programu kulturalnego w ramach którego odbywały się koncerty, wystawy, spektakle, pokazy artystyczne, zwiedzanie muzeów, warsztaty i spotkania duchowe w różnych częściach miasta. We czwartek uczestniczyliśmy w ceremonii powitania papieża Benedykta XVI na placu Cibeles, w piątek w prowadzonym przez Ojca Świętego nabożeństwie Drogi Krzyżowej. Po tych owocnych dniach nadeszła sobota – dzień, na który wszyscy czekali – wieczorne czuwanie z Papieżem na lotnisku Cuatro Vientos. Zaczęło się ono około godziny 20.30. Jednak po niedługim czasie rozpętała się wichura, czuwanie zostało przerwane i w zasadzie nie wiadomo było co robić. Lało, grzmiało, błyskało się. Jednak ku mojemu wielkiemu zdziwieniu nikt właściwie nie chował się przed tą ulewą. Większość skakała, śpiewała, bawiła się. Po ustaniu deszczu czuwanie zostało wznowione. Niesamowitym momentem była chwila ciszy – adoracji Najświętszego Sakramentu – 2 mln. ludzi, ze 193 krajów, w jednym miejscu i niesamowita cisza, cisza, w której słychać było tylko powiew cichnącego wiatru. Po czuwaniu część udała się do przygotowanych kaplic, gdzie można było skorzystać z Sakramentu pokuty i Pojednania oraz dalej trwać w Adoracji. W niedzielę uczestniczyliśmy we Mszy Świętej kończącej ŚDM. Na zakończenie Papież pobłogosławił specjalne krzyże, które wcześniej otrzymaliśmy, posyłając nas na cały świat z misją nowej ewangelizacji. Ostatnim punktem było ogłoszenie miejsca kolejnych Światowych Dni Młodzieży, którym okazało się Rio de Janeiro. Po Mszy wróciliśmy do miejscowości, w której mieszkaliśmy, gdzie zjedliśmy obiad i przygotowaliśmy się do podróży powrotnej. Podobnie jak w drodze do Madrytu również i w powrotnej mieliśmy kilku godzinny przystanek. Tym razem był to Lyon. Tu zobaczyliśmy Katedrę św. Jana Chrzciciela, ruiny amfiteatru oraz Bazylikę NMP de Fourviere, gdzie uczestniczyliśmy we Mszy Świętej. Spotkaliśmy również misjonarza z Papui Nowej Gwinei, który opowiedział nam o swojej pracy i doświadczeniach. 23.08 zgodnie z planem dotarliśmy do Olkusza.
Podczas pielgrzymki cały czas towarzyszyły nam dwa bardzo ważne hasła, zaszczepione przez ks. Stanisława Kołakowskiego, który wraz z nami uczestniczył w ŚDM: „Bardziej ty niż ja” oraz „Bardziej duchem niż ciałem”. Myślę, że miały one diametralne znaczenie. Dzięki nim duch pielgrzymki trwał w nas przez cały pobyt oraz w wielu z nas, jak nie we wszystkich, zakorzenił się na całe życie. Piękne i bardzo owocne prowadzenie duchowe zawdzięczamy właśnie Jemu, bez którego ten wyjazd nie byłby taki jaki był. Potwierdzeniem głębokich przeżyć uczestników były świadectwa jakimi dzieliliśmy się w drodze powrotnej. Oto kilka z nich:


ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY

Pozwalają na nowo odkryć Boga, doświadczyć prawdziwej wiary, siły i radości młodego Kościoła. Dają możliwość spotkania wspaniałych ludzi. Podnoszą na duchu, przypominają że Kościół wciąż jest żywy, i że nie jest się samemu w zagubionym świecie. Pozwalają zobaczyć twarz Jezusa w twarzy drugiego człowieka. Dzięki nim można odczuć jedność i braterstwo, mimo barier kulturowych i językowych, co jest darem Ducha Świętego.
Światowe Dni Młodzieży pokazują ludziom sens życia – miłość do bliźniego. Przykładem na to mogą być drobne upominki, jakimi wymieniali się pielgrzymi. Szczególnie dało się to zauważyć w metrze, podczas zawierania wspólnych znajomości, śpiewów, zdjęć. Spotkania z Papieżem zawsze zmieniają człowieka, przynajmniej na pewien czas. Pomagają na nowo odkryć sens modlitwy. Nam młodym pozwalają odczuć miłość, która była tam tak bardzo obecna – tę Boską i tę ludzką. Wielu ludzi chce przeżyć te dni jeszcze raz, mimo wielu problemów i niewygód napotkanych w czasie podróży. Nie sposób nie wspomnieć tutaj o nocy na lotnisku Cuatro Vientos. Pogoda nas nieco zaskoczyła. Porywisty wiatr wraz z mocnym deszczem szybko sprawiły, że było nam zimno. Mimo to mnie i moich znajomych przepełniała radość. Pomyśleliśmy, że obojętnie, czy pod karimatą, czy bez niej i tak będziemy mokrzy. W związku z tym dołączyliśmy do naszych pielgrzymów i zaczęliśmy tańczyć. Dzięki temu było nam cieplej, radośniej. Po pewnym czasie przestał padać deszcz, wiatr ustał i zrobiła się nagle ogromna cisza. Stało się to dokładnie w momencie wystawienia najświętszego sakramentu. To było niesamowite. Mogliśmy wtedy spokojnie uklęknąć i skupić się na czuwaniu i modlitwie. Ta burza jeszcze bardziej nas umocniła. Duch Święty w nas był i to się czuło. Po powrocie pierwsze co przywiozłam to zmęczenie, ponieważ będąc tam każdą minutę chciało się wykorzystać. Poczynając od uczestnictwa w Eucharystiach, katechezach, słuchaniu świadectw, przebywaniu na koncertach takich jak np. „Noc radości – Noche de Alegria”, kąpaniu się w fontannie, a kończąc na zwiedzaniu Madrytu i jego wspaniałych zabytków. Nie zawsze da się pod wpływem chwili, na kartce papieru i w kilku zdaniach opisac swoje odczucia i wrażenia, jakie towarzyszyły nam podczas wyjątkowych i pamiętnych chwil. Ciekawe i bardzo budujące było dla mnie to, że różne koncerty, ważne wydarzenia na świecie gromadzą parę tysięcy osób, a w Madrycie liczono nas w milionach! Nie wiedziałam wcześniej, że przez taniec można tak całym sercem uwielbiać Boga.
Myślę, że każdy przeżył czas pielgrzymki na swój sposób, jednak jestem pewna, że serca wszystkich nas przepełniła radość, której nie da się opisać. Dziękuję wszystkim osobom, z którymi mogłam dzielić swój czas Madrycie. ŚDM na długo pozostaną w mojej pamięci. Jedno wiem na pewno – to są pierwsze, ale nie ostatnie ŚDM na jakich byłam. Do zobaczenia w Rio di Janeiro 🙂


Benedykt XVI do polaków:

Drodzy młodzi Polacy, silni wiarą, zakorzenieni w Chrystusie! Niech owocują w was otrzymane w tych dniach od Boga talenty. Bądźcie jego świadkami. Nieście innym orędzie Ewangelii. Waszą modlitwą, przykładem życia pomagajcie Europie odnaleźć jej chrześcijańskie korzenie.”
Kasia Stach
Madryt przywitał nas przed południem. Było piękne słońce, zaczynała się siesta, uliczki opustoszałe… Najbliższe kilka dni to na przemian euforia i zaduma. Niewyspanie i zmęczenie, dużo jedzenia i moc wrażeń. Ogólnie miałem założenie, że nie jadę do żadnego Madrytu – byłem już i nie potrzeba mnie tam – będą tłumy – a ja tłumów nie znoszę. Koszt, przełożenie spraw, perspektywa zmęczenia… – po co – przecież to nie obowiązek. Generalnie jeśli mam jakieś założenie to staram się je realizować. Zaszły jednak pewne niezwykłe okoliczności, które zmieniły mój punkt widzenia. Uświadomiłem sobie, że jeśli chcę zmieniać swoje życie na lepsze, to muszę robić pozytywne rzeczy które wyrwą mnie z letargu, rutyny, starych przyzwyczajeń. Zacząłem się modlić o wskazówki – Jezu jechać czy nie jechać? Bo czułem taki mały wyrzut sumienia – to Benedykt XVI będzie a Ty Go nie chcesz zobaczyć…? To przecież zwierzchnik Chrystusa – masz szansę by być tam i to w doborowym towarzystwie… Wielu młodych, pięknych i fajnych ludzi, którzy prezentują te same wartości. Nie są idealni ale to Twoi ludzie – taki będzie kościół jacy Oni. Czas mijał, w końcu trzeba było dać odpowiedź, moje zmysły jak radary wyłapują to co może być wskazówką od Boga. I kilkukrotnie podczas zwykłych rozmów ze znajomymi, zapadało pytanie i wspólnie dochodziliśmy do wniosku, że “chyba warto jechać”. W modlitwie prosiłem o dokonanie dobrego wyboru – i tyle – co będzie, to będzie spoko. I wtedy doszło do przeciekawego zdarzenia w życiu mojego Ojca. Uznał On przedziwny pomyślny zbieg okoliczności jako opiekę opatrzności. W dniu kiedy miałem dać odpowiedź wyraził opinie, że może bym jechał na tą pielgrzymkę… Uznaje to jako głos Boga – czas, miejsce i akcja – jak zwykle idealnie – O.K. – jadę. Pani Joanna, organizatorka zapewne pamięta – bo przeciągałem ile mogłem z odpowiedzią. Żeby pojechać musiałem się mocno natrudzić. Zmienić plany. Ale miałem wewnętrzną świadomość, że dobrze robię. Przed wyjazdem oboje rodzice uczulali mnie, że to pielgrzymka – żebym się tam wymodlił… Myślę, że to było bardzo dobre – bo pilnowałem się by wyjazd nie przerodził się w typową turystykę. Nasze ogólne założenia, proste i skuteczne przekazał na początku wspaniały ksiądz Stanisław. Warto wprowadzać w życie szczególnie na wyjazdach pielgrzymkowych to słynne: “Bardziej duchem niż ciałem” oraz “ Bardziej Ty niż Ja”.
I tak sobie jedziemy, i rozmawiamy i zapoznajemy się i cieszymy i Paryż. A tam wiele zabytków i jedna kaplica która wywarła na mnie niesamowite modlitewne wrażenie. Było tam tak super… czułem wielki pokuj i było mi tam wspaniale. O Kaplicy Cudownego Medalika (ściśle medalik Niepokalanego Poczęcia NMP) ani o św. Katarzynie Laboure wcześniej nie słyszałem. Postanowiłem, że musze zgłębić ten temat i tak też zrobiłem.
Potem było: autostrada, parking, przedmieścia, zakwaterowanie, picca, boisko, metro, inauguracja, zimna woda, zwiedzanie, przywitanie, śpiewanie, tłumy, fontanna, koncert, taniec, katecheza, droga krzyżowa, Msza Święta, urodzinki, upał… itd.
I w końcu dotarliśmy do punktu kulminacyjnego, 2 mln. ludzi na lotnisku i Benedykt XVI po raz kolejny przemawia do Nas. Wcześniej niesamowity upał. Ludzie z całego Świata – wielkie święto. A tam powoli zbliżają się chmury… Szykuje się wielka ulewa… Ale ja dziś nie chcę moknąć, jestem zmęczony – myślę sobie. Równocześnie mam świadomość – nie stanie się nic złego A chmury przesłaniają całe niebo, wiatr wielki się zerwał i zaczyna padać… Obserwujemy różne zachowania – jedni się modlą pookrywani czym się da, inni skaczą, tańczą. Nie ma paniki. Po 20 minutach przestaje padać – Papież może kontynuować – jest z nas dumny. Dla mnie to znak, że niezależnie od okoliczności Bóg czuwa nad Nami nawet jeśli się wydaje że nie. Spaliśmy wtedy pod gołym niebem i nie zmokliśmy. A wydawało się że będzie długo padać…
Następnego dnia przeżyliśmy Mszę Świętą odprawianą przez Benedykta XVI. Każdy kto mógł przyjąć komunię Świętą i spełnił warunki, mógł otrzymać Odpust Zupełny. To tak jakby móc zacząć wszystko od początku… Czyste konto, z nadzieją na lepsze jutro w przyszłość.
Powoli pielgrzymka miała się ku końcowi. W czasie drogi powrotnej byliśmy jeszcze w Lionie. Piękne Katedry i Stare miasto. Spotkaliśmy tam polskiego misjonarza z Papui Nowej Gwinei.
Był to wspaniały czas który pozwolił lepiej poznać Kościół. Papież zadał Nam byśmy byli profesjonalistami w dziedzinie wiary, jak informatyk w swojej dziedzinie. Dziś katolicy nie mogą nie orientować się w temacie. Musimy wiedzieć w co wierzymy. Takie czasy…


Po co to wszystko było?

Jeśli nie ma przeciwskazań ani przeszkód to warto skorzystać. Jestem bogatszy o wspaniałe i pozytywne doświadczenia. Mam nadzieję, że dzięki temu będę lepszy – zyskają wszyscy – ja i otoczenie. Po powrocie trzeba sobie radzić – tu i teraz, z tymi ludźmi, z tymi problemami, ze sobą. Trzeba się trochę pomęczyć żeby świętym zostać :). Mam nadzieję, że nie zmarnujemy tego co otrzymaliśmy, że nie zakopiemy ale będziemy promieniować pozytywnością na otoczenie. Duch Święty działa ale bez naszej zgody nic nie zrobi – szanuje wybory człowieka. A owoce zapewne będą liczne i obfite – potrzeba czasu by je dostrzec, ale wydaje mi się, że pierwsze już są… 🙂

Z Bogiem
R

Światowe Dni Młodzieży były dla mnie niezwykłym przeżyciem pod każdym względem. Nigdy bym nie przypuszczała, że w obcym mieście, pośród dwumilionowego tłumu będę się czuła tak dobrze. Ci młodzi ludzie z całego świata tworzyli niesamowitą atmosferę serdeczności, życzliwości i wspólnoty. Czuć było pomiędzy nami równość, jedność, całkowity brak podziału na bogatszych i biedniejszych, mocniejszych w wierze czy mniej. Mieliśmy wspólny cel i to scalało najskuteczniej. Atmosfera towarzysząca nam każdego dnia- na mszy świętej, w metrze, na ulicy – zapadła mi głęboko w pamięć. To jedno z najważniejszych wydarzeń mojego życia. Chcę powtórzyć je w Rio De Janerio.

Ola

W imieniu swoim oraz wszystkich uczestników bardzo serdecznie zachęcam do podejmowania trudu pielgrzymowania i brania udziału w takich wydarzeniach. Możliwość poznania wielu młodych katolików czy chrześcijan, wspólne dzielenie się wiarą, doświadczeniami to coś, co pozostawia ślad na całe życie.

Zakorzenieni i zbudowani na Chrystusie, mocni w wierze (por. Kol 2, 7)
Joanna Słaby