Spotkania listopadowe

25.11.2011r. 

           Na ostatnim Spotkaniu powzięliśmy temat miłości na płaszczyźnie kobieta – mężczyzna. Słowo powiedziała do nas Aldona przy wsparciu Łukasza.

             Jakub, wyruszywszy w dalszą drogę, powędrował do ziemi synów Wschodu. Już to pierwsze zdanie naszej historii niesie w sobie wiele treści. Dosłownie po hebrajsku brzmi ono: I podniósł Jakub stopy swoje, i poszedł do ziemi synów Wschodu. Czy nie wystarczyło by napisać, że Jakub po prostu „poszedł tam i tam”? Po co dodawać, że podniósł swoje stopy? W Biblii nie ma nic niepotrzebnego. Wyrażenie to przekazuje nam cenne informacje.
Po pierwsze Jakub idzie pieszo, a nie jedzie na wielbłądzie wypełnionym darami dla swojej przyszłej żony Racheli i jej ojca Labana. Jest jeszcze druga przyczyna użycia wyrażenia:podniósł swoje stopy. Łączy się ono z wydarzeniami w Betel i oznacza tu „robienie czegoś z radością”.
W końcu Jakub przybywa do zamieszkałego przez nomadów Charanu. Patriarcha widzi tam studnię przywaloną wielkim kamieniem. Zakryta jest nie tylko dlatego, by nie wpadła do niej zabłąkana owca czy targany wiatrem krzak, ale przede wszystkim dlatego, że nie znający Pana Aramejczycy nie ufali sobie nawzajem. Kierował nimi egoistyczny strach, że ktoś może zaczerpnąć więcej wody niż mu się należy. Ciężki kamień można było przesunąć tylko wtedy, gdy zebrali się wszyscy pasterze.
Gdy Jakub zobaczył Rachelę i jej owce, sam jeden odsunął ciężki kamień. Widok Racheli pobudza Jakuba do działania. Odsuwa kamień, poi owce, całuje Rachelę i płacze (Rdz 29, 10n). Jest znów „chwytającym za piętę”, bierze w swoje ręce inicjatywę, wykorzystuje nadarzającą się sposobność. Chociaż jest ubogim uchodźcą, bez miejsca, ziemi, w zagrożeniu życia nie poddaje się rozpaczy, ale umiejętnie korzysta z każdej szansy. Bodźcem, który wyzwolił w Jakubie dynamizm wewnętrzny i działanie było niewątpliwie głębokie wrażenie spotkania z Rachelą. Jakub nie był zapewne Herkulesem, ale z siły miłości „od pierwszego wejrzenia” zdolny był uczynić rzeczy wręcz niemożliwe.
Spotkanie Jakuba z Rachelą przy studni jest pierwszym opisem zakochania w Biblii. Zakochanie to czas oczekiwania. Oczekiwania na to, że fascynacja stanie się bliskością, pragnienie rzeczywistością, a marzenia się spełnią (A. Fumagalli). Zakochanie związane z oczekiwaniem jest coraz rzadsze w dzisiejszym świecie. Notoryczny brak czasu, pragnienie szybkiej konsumpcji, brak cierpliwości sprawia, że młodzi nie pielęgnują ani nie celebrują wspólnie radości zakochania. Nie mają czasu, aby popatrzeć sobie w oczy. Nie mają czasu na pragnienia, przechodzą od razu do zaspokojenia. Albo dostają wszystko od razu, albo między nimi wszystko się kończy i rozchodzą się. Nie tyle kochają, co konsumują miłość (A. Fumagalli).
Jakub zakochany w Racheli podjął z radością służbę u krewnego: I tak służył Jakub za Rachelę siedem lat, a wydały mu się one jak dni kilka, bo bardzo miłował Rachelę (Rdz 29, 20). Siedem lat służby nie było czasem lekkim ani krótkim. Jednak miłość do Racheli sprawiła, że minął bardzo szybko.
To, co najpiękniejsze i najcenniejsze rodzi się w trudzie i cierpieniu. Im dłuższy czas oczekiwania, tym większa radość z posiadania. Oczekiwanie jest pielęgnowaniem i podtrzymywaniem pragnienia. Jeżeli go zabraknie, pojawia się rutyna. Każda miłość wymaga trudu. Jakub siedem lat trudził się, by być blisko Racheli. Liczba siedem ma w Biblii znaczenie symboliczne. Oznacza doskonałość, pełnię. Jakub trudził się więc w sposób nieustanny, aby podtrzymywać relację bliskości i ciągle świeżej miłości.


11.11.2011

Trudny temat, fachowe wyjaśnienia i burzliwa dyskusja. A wszystko dzięki Oli.

          Chyba wszyscy znają ten motyw: Jakub śpiący na kamieniu i drabina do nieba w jego śnie, po której wstępują i zstępują aniołowie. Jednak co oznacza on dla nas, po trzech, czterech tysiącach lat?
Pierwszym z Ojców Kościoła, którzy mówili o drabinie, był św. Ireneusz. Określił on Kościół Katolicki jako drabinę wznoszenia się do Boga. W III wieku żył i działał Orygenes, który zajmował się egzegezą alegoryczną, krytyczną. Wśród jego licznych pism można znaleźć dwie interpretacje drabiny:
1) Drabina ascetyczna – dusza wspina się, umacnia cnotę.
2) Drabina podróż – po śmierci dusza wspina się w stronę nieba tak wysoko, aż ujrzy światło Boga.
Wielkim Ojcem Kościoła był Grzegorz z Nazjanzu, wg którego szczeble drabiny to kroki w kierunku doskonałości (ascetyczna ścieżka). Piękne słowa o drabinie wypowiedział także Jan Chryzostom (Złotousty) „…Pozwól nam, Panie, abyśmy po szczeblach drabiny Jakuba mogli dostać się do Nieba. W wizji stopniowego wstępowania poprzez prawość, sama drabina wydaje się oznaczać coś zagadkowego. Za jej pomocą możliwe jest wstąpienie do nieba, nie używając fizycznych stopni, lecz przez poprawę i prawość zachowania.
A czym dla każdego z nas może być drabina Jakuba? Jak wygląda moja własna, prywatna drabina do nieba? Czy jej stopnie są regularne? Czy regularnie dążę do doskonałości, czy próbuję raz na jakiś czas „przeskoczyć” kilka szczebli? Uwaga: skakanie po drabinie może spowodować upadek. Dlatego warto pracować systematycznie i wyrabiać sobie dobre nawyki latami.
Można też zadać sobie pytanie: kto lub co jest szczeblami mojej drabiny? Wybór jest bardzo duży, każdy z nas ma swoje osoby i rzeczy, które zbliżają go do Boga. Mogą to być np. księża, rodzina, przyjaciele, Sakramenty, spotkania wspólnoty, modlitwa… Pytaniem odwrotnym jest na przekór komu/czemu pokonuję kolejne stopnie? Co oddala mnie od Boga? Co muszę w sobie przezwyciężyć, żeby być blisko Niego?
Ostatnie pytanie dotyczy odpowiedzialności. Dla kogo ja jestem drabiną? Jeśli ja się zachwieję, to kto upadnie, komu świat się zawali? Ciężko w to uwierzyć, ale wszędzie są ludzie, dla których jesteśmy przykładem, choć sami o tym nie wiemy. Każdy nasz wysiłek, każdy gest, modlitwa, każda obecność na Mszy św. czy na wspólnocie ma znaczenie, nie pozostaje niezauważona. Skąd wiemy, czy kogoś akurat to nie umacnia? Skąd wiemy, czy chodząc do kościoła, nie zmusimy do myślenia jakiegoś ateisty?