Spotkania październikowe

28.10.2011

Jakub idzie pojednać się z bratem, czeka go bardzo trudne zadanie – boi się. Oszukał brata dwa razy, odebrał mu pierworodztwo i błogosławieństwo. Strach, lęk, przerażenie, bezsilność, wyrzuty sumienia – znasz to. Często pewnie masz z tym do czynienia. Co zrobić poddać się czy walczyć? Jakub podejmuje walkę – musi się w końcu zmierzyć z cieniami z przeszłości. Jest to bardzo trudne, gdyż Ezaw znienawidził go i chciał go zabić! Jednak podejmuje to wyzwanie! Wie, że sam nie da rady, zatem potrzebuje wsparcia z nieba. Wchodzi w dialog z Bogiem. On i Stwórca. Wszystko inne zostawia na drugim brzegu.
Gdy zaś wrócił i został sam jeden, ktoś zmagał się z nim aż do wschodu jutrzenki, a widząc, że nie może go pokonać, dotknął jego stawu biodrowego i wywichnął Jakubowi ten staw podczas zmagania się z nim. A wreszcie rzekł: «Puść mnie, bo już wschodzi zorza!» Jakub odpowiedział: «Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!» Wtedy [tamten] go zapytał: «Jakie masz imię?» On zaś rzekł: «Jakub». Powiedział: «Odtąd nie będziesz się zwał Jakub, lecz Izrael, bo walczyłeś z Bogiem i z ludźmi, i zwyciężyłeś».
Rozpoczyna się walka duchowa. Bóg jest na wyciągniecie ręki Jakuba – dostępny, uchwytny, wchodzi z nim w dialog. Jak często mi się to udaje – czy moja modlitwa jest dialogiem czy może monologiem? Jakub nie odpuszcza, jest przed Bogiem prawdziwy, nie poprawny. Poraża mnie jego determinacja i wytrwałość: „Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz” – niesamowite ile w nim wiary! Przypominam sobie Ewangelię – moc wytrwałej modlitwy: Łk18, 1-8
a widząc, że nie może go pokonać, dotknął jego stawu biodrowego i wywichnął Jakubowi ten staw podczas zmagania się z nim”. Bóg w walce doświadcza. Cierpienie jest nieodłącznym elementem naszego życia, staje się ono sprawdzonym sposobem Boga na pokonanie naszych oporów. „Cierpi naprawdę nie ten, kto cierpi, ale ten, kto nie wie dlaczego” Jan Paweł II
Bóg pyta: Jak masz na imię?
Kim jestem?
Rozmawiając z Bogiem powinienem mieć świadomość własnej osoby. Nie można rozmawiać z Bogiem nie znając siebie – przed Bogiem trzeba być prawdziwym – Bóg mnie zna, zna moje dobre i złe strony… Czeka na mój ruch, odkrycie mych słabości. Nie jest to łatwe, jednakże bardzo potrzebne – oczyszcza i pozwala prawdziwie mi się nawracać.


Jak wszyscy doskonale wiemy, nasza Wspólnota od ubiegłego roku podejmuje w ramach Słowa temat z cyklu „do końca świata”, czyli „Postaci Biblijne”. Działają także w naszej Wspólnocie Małe Grupki Dzielenia. Jedna z nich (pod okiem Asi Słaby) zechciała podzielić się z nami owocami swych rozważań o historii Wieży Babel.


Co DZISIAJ mogą powiedzieć mi słowa Pisma Świętego?

Biblia. Co to właściwie jest Biblia i do czego jest mi ona potrzebna? Przecież była spisywana tysiące lat temu. Jak to, co było aktualne tak dawno, miało by się odnosić do mojego życia? Życia w XXI wieku?

      Księga Rodzaju – najstarsza księga Pisma Świętego i Szinear – kraj zamieszkały przez jedną z najstarszych społeczności. Od dziecka doskonale znana była mi historia Wieży Babel. Już od najmłodszych lat słyszałam ją odczytywaną w kościele podczas liturgii słowa, nie raz była tematem zajęć na lekcjach języka polskiego czy religii. Ale czym tak naprawdę była ona dla mnie? Do niedawna opowieścią o egoistycznych i żądnych władzy ludziach. Ludziach, którzy buntowali się przeciwko Bogu, którzy chcieli być tacy jak On. I zapewne nie myliłam się. To prawda, to historia o takich ludziach, ale zaczęłam szukać głębszego sensu. Skoro słowa Pisma Świętego mają być wciąż aktualne to muszę znaleźć jakieś powiązanie tej historii z moim, naszym życiem. Ale jak to zrobić? Historia to historia. Tamci ludzie to tamci ludzie. Tamten kraj to tamten kraj. Kiedyś ktoś podpowiedział mi jak czytać Pismo Święte: najpierw przeczytaj tekst, po prostu go przeczytaj, z góry na dół, poznaj go, ,,ugryź go”. Potem przeczytaj drugi raz, ale tym razem czytaj go powoli, uważnie, po jednym zdaniu, jednej linijce a nawet po jednym słowie. Podkreśl to co Cię zaciekawiło, wzbudziło jakąś myśl. Potem drąż, drąż co można z tej myśli wyciągnąć. Idąc tym tropem sięgnęłam właśnie po tekst o Wieży Babel. Po przeczytaniu Rdz 11, 1-9 w mgnieniu oka przypomniałam sobie tą historię. Zabrałam się więc do podkreślania słów, które mnie zastanawiały. Pierwszymi były: „jednakowa mowa i jednakowe słowa”. Pomyślałam: super, wszyscy się rozumieją, nie ma problemu z komunikacją, można wspólnie działać, realizować pomysły, po prostu bajka. Jak się to ma do dzisiejszych czasów? Odpowiedź przyszła szybko – nijak. Obecnie na świecie ludzie posługują się kilkoma tysiącami języków. Dodatkowo niemal w każdym kraju zauważane są dialekty. Kiedy podróżujemy musimy nastawić się na to, że nie będziemy zrozumiani w naszym ojczystym języku… I w tym momencie na myśl przyszła mi zupełnie przeciwna rzecz. Przecież dziś praktycznie każdy młody człowiek, a i coraz częściej starszy, uczy się języka angielskiego, który stał się powszechnym językiem w całej Europie oraz używany jest w Stanach Zjednoczonych. Ta myśl pociągnęła za sobą kolejną: rozwinięte środki masowego przekazu: Internet, telewizja, prasa, radio, to wszystko umożliwia łatwą komunikację, przepływ informacji. Okazuje się, że i my, podobnie jak ludzie z kraju Szinear, możemy wspólnie realizować plany, pomysły. Z niecierpliwieniem czytałam dalej: „mówili jeden do drugiego” –  wyczułam tutaj jakąś akcję, działanie, wspólnotę oraz rozwój. Bo co tak nie rozwija człowieka jak wspólne działanie, czyn, trud. Od razu przyrównałam to do naszych czasów. Wszystko się zgadza. Widzimy to choćby na gruncie Europy – Unia Europejska. Powstała po to, by służyć ludziom, by przynosić większy rozwój, scalać. Wszystko się zgadza, zgadza się i w dodatku jest cudownie: jeden język, brak problemów, możliwość wspólnego działania, ale co z Wieżą Babel? Przecież cała historia skończyła się tragicznie. Nie było tak kolorowo jak się zapowiadało. Dlaczego? Brnęłam dalej w tekst. Tym razem podkreśliłam „już mieli (…) rzekli (…) abyśmy się nie rozproszyli”. Teraz szło mi coraz łatwiej. Widziałam już, że rzeczywiście dzisiejszy świat jest bardzo podobny do tamtego. Słowa „już mieli” i „rzekli” uświadomiły mi, że gdy człowiek osiągnie coś jednego to idzie dalej. Budowniczy Wieży Babel, gdy mieli już cegłę (zamiast kamieni) i smołę (zamiast zaprawy murarskiej) postanowili zbudować miasto i wieżę, której wierzchołek sięgnie nieba. Zyskując wiedzę pozwalającą im rozwijać miasto posunęli się do snucia planów osiągnięcia Boga. Sięgnięcia nieba przez co i wielkiej mocy Stwórcy. Chcieli Go przechytrzyć, być z Nim na równi a nawet ponad Nim. I tu już bez większego namysłu na myśl przyszło mi gro retorycznych pytań: Czy w dobie dzisiejszego rozwoju człowieka, nauki, nie zbliżamy się do pewnego niebezpieczeństwa? Czy świat nie nabrał zbyt szybkiego tempa? Czy jedna myśl nie rodzi tysięcy pomysłów nie koniecznie zmierzających do dobrych rezultatów? Czy człowiek nie ściga się z drugim w dziedzinie nowoczesności, pomysłowości. Czy nie wpadliśmy w pewien „wyścig szczurów”? Czy to co miało przynosić rozwój nie zmierza do zagłady? Czy nie bawimy się w Boga dyktując co powinno mieć istnienie a co nie? Co i jak powinno być do tego istnienia powołane? Czy dzisiejszy świat nie zaczyna bawić się Boga? Czy nie budujemy sobie Wieży Babel? Czy chcemy tego? Czy zdajemy sobie z tego sprawę? Czy teraz widzę, że historia sprzed tysięcy lat mówi właśnie o mnie? Czy widzę siebie dokładającą cegłę do Wieży Babel, kiedy nie sprzeciwiam się pędzącemu światu i temu co (przez moje decyzje lub bierność) teraz staje się normalne a kiedyś było nie do pomyślenia? Czy widzę, że tam stoję? Może nigdy się nad tym nie zastanawiałeś, może tego nie zauważałeś, ja też, ale to nie zwalnia nas z ponoszenia za to odpowiedzialności. Dzisiejszy chrześcijanin musi być przede wszystkim człowiekiem myślącym. Może nie zdawaliśmy sobie wcześniej z tego sprawy, ale aby nie zatracić wartości chrześcijańskich, tożsamości i w konsekwencji wiary musimy zgłębiać naszą wiedzę o Bogu. Uczyć się od Chrystusa sposobu zachowywania się, mówienia, wnioskować jakie decyzje On by podjął, gdyby stał na naszym miejscu. Jak to robić? Po prostu trzeba Go znać.
Na koniec jeszcze jedno trafne zdanie: „Kto nie zna Pisma Świętego nie zna Chrystusa”. To absolutna prawda, wszystko co wiemy o Bogu jest właśnie zapisane na kartach Biblii. Czytanie jej to jedno a studiowanie, kontemplacja i zauważanie powiązań z naszym konkretnym życiem to drugie. Zachęcam Cię do takiego właśnie wnikania w słowa Pisma Świętego. Jest to bardzo trudne, ale i bardzo owocne.
+